---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Żeby pokonać przeciwności trzeba wiedzieć, gdzie jesteś w tym momencie życia i jaka jest tu przeszkoda. Jest wiele rzeczy w moim życiu, których nie mogę zmienić. Są różne przeszkody na mojej drodze. Niektóre dadzą się kontrolować, a inne nie. To, że urodziłem się bez rąk i nóg jest niezależne ode mnie. Nie mam na to wpływu. To jest moja największa przeszkoda. Kiedy pokonujesz przeszkodę po raz pierwszy, wtedy często upadasz. Ale Bóg daje ci siłę, aby powstać i próbować.

Urodziłem się bez rąk i nóg. Moi rodzice byli przez całe życie uświęconymi chrześcijanami. Kiedy przyszedłem na świat, było to dla nich testem, sprawdzianem wiary. Mój tata nie wiedział, że ktoś może urodzić się bez rąk i nóg aż do chwili, gdy ja się urodziłem. To było dziwne, okrutne, bez medycznego uzasadnienia. Jednak najtrudniejsze pytanie było to: jeśli Bóg kocha moich rodziców, to dlaczego pozwolił, aby coś takiego im się przytrafiło? Dlaczego?

Wiecie, co ap. Jakub pisze w pierwszym rozdziale w drugim wersecie? „Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie”. Powiem wam, że ostatnimi słowami, jakie moi rodzice mogli powiedzieć, gdy się urodziłem, to „chwała Bogu!”. Wiecie, że matki chcą trzymać swoje nowo narodzone dzieci i nie mogą się doczekać, kiedy to zrobią. Czy wiecie co powiedziała moja matka, gdy przyniesiono mnie do niej? Zabierzcie go ode mnie!
Jakaż to była tragedia, ale poczytujcie sobie to za czystą radość ...

Dzisiaj chcę się za wami dzielić Bożymi obietnicami. Chcę wam powiedzieć, dlaczego mogę tu stać przed wami, uśmiechać się i mieć radość w Bogu. Zanim przeczytamy werset z Księgi Jeremiasza rozdział 29 musicie zrozumieć, jakie miałem życie, kiedy dorastałem. Jakie trudne życie mieli moi rodzice i jakie to było trudne dla mnie. Oczywiście wymagałem opieki 24g/dobę. Potrzebowałem kogoś przez cały czas. Nie mogłem wziąć sobie nawet szklanki wody czy umyć twarzy. Gdy jadłem lody, to wszędzie były ślady. Wciąż potrzebowałem, aby ktoś mnie podtrzymywał, przytrzymywał. Trudne dla mnie było, gdy rodzice musieli brać mnie do toalety. Wyobraź sobie 11-12 letniego chłopca zanoszonego przez rodziców do toalety. To było okropnie krępujące. Ale nie miałem za bardzo wyboru, to było naprawdę trudne. Tak bardzo potrzebowałem tej pomocy. Wciąż myślałem sobie, że jestem ciężarem dla wszystkich, nawet dla moich rodziców. Pytałem się mamy: co będzie ze mną, kiedy umrzecie? Ja nie widzę dla siebie żadnej szansy, żadnej nadziei. Nie myślałem, aby jakkolwiek dziewczyna chciała być ze mną, aby wyszła za mnie. Tak dla waszej wiadomości; jestem nadal samotny.

Teraz przeczytamy Jeremiasza 29:11: „Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją”.

To jest bardzo dobra obietnica, ale trudno jest nią żyć 24g/dobę przez siedem dni w tygodniu. Nasza nadzieja, nasza przyszłość często zależy od tego, co się dzieje z nami dzisiaj, np. od tego, czy jesteś sflustrowany. Nieraz dzieją się wielkie rzeczy, prośmy Boga, aby nam pomógł, ale czy On odpowiada nam zaraz? Było trudno, nieraz było bardzo trudno. Pytałem: dlaczego ja? Miałem bardzo wielką listę rzeczy, których nie mogłem zrobić i pytałem, dlaczego ja? Gdy byłem w sklepie i patrzyłem na innych ludzi to myślałem, dlaczego ja a nie on czy ona? Wyglądają na takich, którzy poradzą sobie z problemami. Było mi czasami naprawdę ciężko. Chciałem ze sobą skończyć. W wieku 13 lat nie widziałem żadnej przyszłości dla siebie. Z wszystkich rzeczy, których nie mogłem zrobić, najbardziej bolesne było widzieć na plaży pary trzymające się za ręce. Wiecie, co wtedy myślałem? Że nigdy, przez całe życie nie będę miał ręki. Nigdy nie będę mógł trzymać swojej żony za rękę. Nigdy nie będę mógł objąć swoich dzieci. Nigdy nie będę mógł im nic pomóc, kiedy będą płakać. Nie mogę tego, nie mogę tamtego. Nie mogę pojechać na plażę z żoną i nasypać jej piasku na włosy. Wiecie, co mam na myśli? Małe rzeczy, ale dla mnie bardzo ważne. Było ciężko. Dorastałem w chrześcijańskim domu, chodziłem na szkółkę sobotnią. Raz usłyszałem, że Jezus mnie kocha i stworzył na swój obraz i podobieństwo. A ja na to: „czyżby?”. Nie mogłem tego zrozumieć. Bóg mnie kocha, prawda? I stworzył mnie na swoje podobieństwo? Pomyślałem sobie: skoro On miał cały czas kontrolę nad moim urodzeniem, to dlaczego mnie takim stworzył? Byłem bardzo zły z tego powodu. Mówiłem Bogu: „udowodnij, że jesteś, udowodnij, że mnie stworzyłeś! Dlaczego akurat ja, dlaczego właśnie ja?”. Bóg nie odpowiadał mi przez dłuższy czas. To jest bardzo frustrujące, gdy nie otrzymujesz odpowiedzi od Boga.

W Jeremiaszu 29 rozdziale 12 wersecie jest napisane: „Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was”, deklaruje Bóg. Dlaczego teraz nie chce, abym ja Go znalazł. Znacie życie, są wzloty i upadki, wzloty i upadki. Kiedy jesteśmy na dole zdajemy sobie lepiej sprawę, że potrzebujemy Boga. I to jest powód, dla którego On od razu nie odpowiada. Chcę wam powiedzieć dziś rano, że nie ma coś takiego jak szczęście, dobry los, powodzenie. Wszystkie rzeczy, również utrapienia i problemy, które się dzieją, są przeznaczone dla nas. On nam je daje, abyśmy przechodząc przez te doświadczenia wychodzili z nich wzmocnieni, żebyśmy zbliżyli się do Niego i w Nim wzrastali. On ma plan do wszystkiego. W liście do Rzymian Ap. Paweł pisze, że utrapienia, które nas tutaj dotykają są niczym w porównaniu z chwałą, którą Bóg przygotował dla nas w niebie. W liście do Rzymian 8 rozdział 28 werset Bóg mówi, że przygotował wszystko co najlepsze dla tych, których kocha. Czy wiecie, co to znaczy? Bóg nie pozwala, aby stało się nam cokolwiek złego. Chyba, że ma w tym jakiś dobry cel, który chce osiągnąć. Więc popatrz na mnie i powiedz, co dobrego może z tego przyjść? (...) Powiem ci teraz, że jest powód, dla którego Bóg nie odpowiedział na twoją modlitwę i nie wyciągnął cię z twojego cierpienia. On cię wzmacnia, abyś był przygotowany na coś więcej. Przez to uczy cię abyś mu ufał.
Przypowieści Salamona rozdział 3 wersety 5-6: „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki!”.
Ufaj Bogu. Ja teraz wam mówię o tym, wy mnie słuchacie i czujecie się dobrze. Ale w następny weekend zepsuje wam się auto i będziecie źli, że wam się to stało. Będziecie się z tego powodu denerwować. Kiedy pójdę do domu, to pomyślicie, że jestem dobrym chrześcijaninem. Nie jestem dobrym chrześcijaninem. Jeśli widzicie we mnie coś dobrego, to nie ja jestem jako chrześcijanin, to Bóg we mnie. Oprócz Niego nie ma we mnie nic dobrego, jest samo zło. Pragnąłem, aby Bóg wysłuchał mojej modlitwy, ale szatan wciąż mi szeptał: ty musisz to poprawić i to ulepszyć, wtedy Bóg lepiej usłyszy twoje modlitwy. A może jak się zaczniesz wolniej modlić i powtórzysz linijki parę razy, wtedy Bóg ci odpowie? Może otwórz Biblię i czekaj? I nic się nie działo. Biblia mówi, że znajdziesz Boga, jeśli będziesz go szukał z całego serca. Znajdziesz Go, On ci to obiecuje. Znajdziesz go, ale musisz Go ustawicznie szukać. On wie wszystko o tobie, On zna twoje modlitwy, zanim je wypowiesz. On zna twoje cierpienia, On wie, że twoje życie jest trudne. To jest życiowe poświęcenie, o które Bóg nas prosi. Co to znaczy? Twoje pragnienia, frustracje, zniechęcenia, rozpacz, wszystkie twoje marzenia, wszystkie sny i plany, które masz, masz oddać Jezusowi do Jego stóp.
Ale nadal czegoś nie rozumiem. Bóg jest dobry i doskonały, Bóg miał plan dla mnie i nadal go ma. Jeśli go ma, to dlaczego takim mnie stworzył? Co może ze mną zrobić? Wy pewnie myślicie tak samo? Ja doszedłem do tego, gdy miałem piętnaście lat. W szkole sobotniej czytałem ewangelię Jana, rozdział 9, gdzie Jezus przychodzi do człowieka, który jest niewidomy od urodzenia a jego uczniowie pytają się jego, dlaczego ten człowiek urodził się ślepy? Kto zgrzeszył? On czy jego rodzice, że się taki urodził? Jezus odpowiedział; abym ja był uwielbiony przez to. Wiecie, co Jezus zrobił? Splunął na ziemię, wziął to błoto, położył na jego oczy i kazał mu iść nad rzekę. Ten człowiek wrócił z odzyskanym wzrokiem. Chwała Bogu!!! Biblia nie mówi, jak ludzie dookoła zareagowali na to, ale jak zareagowali faryzeusze. A ja wiem, że przynajmniej jedna osoba została zmieniona przez ten cud. To był właśnie ten ślepy, który odzyskał wzrok. Pomyślcie, gdybym właśnie teraz odzyskał ręce i nogi, to powiedzieli byśmy: „ooo”. Wszyscy bylibyśmy zmienieni natychmiast. Tak więc ja mam taki szalony plan; Panie Boże, daj mi teraz ręce i nogi, a ja pójdę do telewizji i będę głosił wszystko, co najlepsze o Tobie. Rzucę szkołę, cokolwiek, będę dobry cały czas. Będę mógł wtedy jechać na misję, nawet na koniec świata. Wszystko dla Ciebie. Ale Bóg nie odpowiedział mi na to. Powiedziałem Mu: Boże, przecież to był dobry plan, to musi być twoja wola, Boże. I nic. Żeby skrócić tą historię powiem, co się stało. Bóg powiedział mi: „Nick, po co tak naprawdę potrzebujesz ręce i nogi?”. Tu wyjaśnię, że kiedy Bóg mówi do mnie, to nie słyszę normalnego głosu. Gdy słyszycie Boga w sercu to wiecie, że to jest Bóg. I ja wiem, że to On do mnie mówił. Jeśli tego nie słyszycie, to nasłuchujcie dalej. Nasłuchujcie od dzisiaj, a na pewno usłyszycie. A więc odpowiedziałem Bogu: „Boże ja chciałbym mieć ręce i nogi, bo fajnie było by je mieć. Wszystkie moje marzenia się spełnią! Wtedy nie będę miał żadnych problemów, żeby okazać miłość mojej żonie. Tak, chcę być żywym świadectwem Twojej mocy, miłości i łaski. Mogę wszystkim udowodnić, że jesteś prawdziwy. Jeśli będę miał ręce i nogi będę mógł jeździć dookoła świata i mówić wszystkim, że Ty jesteś żywym i prawdziwym Bogiem i co Ty dla mnie zrobiłeś. Będę mógł powiedzieć wszystkim ludziom na całym świecie, że bez względu na to, kim jesteś, przez co przechodzisz, Bóg o tym wie i On cię przez to przeprowadzi w swoim czasie. Nie według naszego czasu, bo ma kilka rzeczy, których nas chce nauczyć”. Dlatego powinniśmy ufać Panu. Ludzie przychodzą do mnie i pytają: Nick, skąd ty masz siłę? Wiecie, co to znaczy? Radość Pana jest moją siłą. A jaka jest różnica między zadowoleniem a szczęściem? Niektórzy ludzie są weseli tylko wtedy, gdy wokół dzieje się dobrze, ale ci, którzy mają prawdziwą radość w Bogu, są weseli bez względu na okoliczności. Bóg jest z tobą. Nigdy cię nie zdradzi, ani nie opuści. Są okresy w życiu, kiedy pojawiają się sztormy. Bóg nie zatrzyma tego sztormu, ale was wzmocni, osuszy, ogrzeje, aż sztorm przejdzie. To dla tego macie Chrystusa. Dlatego stoję tu, uśmiecham się i mówię, że On kocha ciebie i mnie. Miałem powiedzieć to na końcu, ale powiem teraz. Byłem już trzy razy w tym roku w Ameryce, przez ostatnie dwa lata ukończyłem drugi stopień z ekonomii i zarządzania. Ja nie idę do żadnej innej pracy, bo wiem, że będę w przyszłości międzynarodowym mówcą, który motywuje innych. Byłem już w różnych szkołach. Czterdziestu szkołach tego i dwutysięcznego trzeciego roku. Rozmawiałem z dziećmi o bulimii i poczuciu własnej wartości, o marzeniach o nie poddawaniu się, o presji wśród dzieci. Skończyłem profesjonalny kurs umożliwiający zostanie mówcą w sektorze kooperacyjnym, więc mam trzy rodzaje widowni. Ale to jest dopiero początek. Co jeszcze robię? Mam zamiar zostać finansowym potentatem, więc ostatniej nocy kupiłem dom. Boże, pobłogosław tą wielką inwestycję. Mam zamiar kupić drugi dom. Co jeszcze robię? Mam zamiar otworzyć skrzydlate „show”. Moja mama jeszcze nie wie, że mam takie plany. Dostanie wiadomość za tydzień. Ale to wszystko się spełnia, gdy mamy Chrystusa. Wiecie, co jest fajnego w Bogu? Jeśli się o coś modlisz, to Bóg spełni to, jeśli to jest Jego wola i Jego czas. A jeśli teraz nie masz odpowiedzi, to dla tego, że Bóg ma coś lepszego dla ciebie niż to, o co prosisz. Pozwólcie, że to zilustruję. Ja często zakochuję się w różnych dziewczynach i nawet teraz mam wrażenie, że kocham kilka dziewcząt, które tutaj siedzą. Chciałbym się ożenić, to wydaje się wspaniałe. Wiem, że moja dziewczyna będzie gorąca, bardzo gorąca, będzie miała ogromne pragnienie Chrystusa i będzie doskonale. Ale ja nie chcę czekać. Gdy patrzę na przechodzące dziewczyny, jedną, drugą, myślę sobie: wow! Daj mi żonę, Panie Boże, w odpowiednim czasie. Wiecie, co jest w tym fantastycznego? Gdy się zakochasz, widzisz tylko dobre strony tej osoby, aż się pobierzesz. Słyszałem o tym, to dobre. To była dla mnie rewelacja, gdy zrozumiałem, że wszystkie dziewczyny, które mi się podobały, to był tylko przedsmak tego, co Bóg przygotował dla mnie. Halo, halo ... Ufaj Bogu, ufaj Bogu! Coś jest źle ze mną, coś jest źle z wami, taka jest już ludzka natura. Ja nie jestem codziennie taki, jakiego mnie teraz widzicie, nie zawsze mówię chwała ci Boże za to, że dałeś mi nowy dzień, że mnie obudziłeś. Ja taki nie jestem. Żyję tak, jak wy. Zmagam się z problemami tak, jak wy. Jestem kuszony tak, jak wy. Codziennie upadam tak, jak wy. Ale chwała naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi, że umarł za nasze grzechy, że jesteśmy okryci przez jego krew. Nic nas nie oddzieli od miłości Boga i służby, którą ma dla was. Jestem motywującym mówcą i zachęcam was, abyście byli marzycielami. Bóg ma plany dla każdego z was i chcę was zachęcić, żebyście mieli duże plany. Od dzisiaj powinniście myśleć o wielkich rzeczach. Dlaczego? List do Filipian, czwarty rozdział, trzynasty werset: „Bo wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Jezusie”, wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia w Jezusie”. Moje pytanie dla was: jak duże są wasze marzenia, jak wielkie są wasze plany w tym tygodniu, na dziesięć lat, dwadzieścia lat?

Jeśli chodzi o misję, to dwie rzeczy robimy źle. Po pierwsze, jeśli np. myślę, aby być mówcą dla Boga, najpierw przymierzam się, jakim będę mówcą. Boje się, czy dam sobie radę przed dziesięcioma tysiącami słuchaczy, czy będę się denerwował, czy będą mnie rozumieli, czy mówię logicznie, czy dobrze układam zdania. Rozumiecie, o co mi chodzi? Często chcemy zobaczyć jak daleko możemy pójść, co się stanie, gdy zrobimy to czy tamto. Myślimy wtedy, co my możemy zrobić, że możemy to czy możemy tamto. Nie, jeśli chcesz widzieć cały swój potencjał w służbie dla Boga, to od dzisiaj nie skupiaj się na swoich możliwościach, skup się na tym, jak ty teraz jesteś oddany Bogu, a wtedy Bóg zrobi z tobą o wiele większe rzeczy niż zrobiłbyś sam licząc na siebie, że jesteś dobry w tym czy w tamtym. Mówię wam, będą się działy cudowne rzeczy. One zdarzyły się mnie, ale to dopiero początek. Drugi błąd, który popełniamy; ja zawsze bardzo wzniośle myślałem o misjonarzach. Oni przecież jadą do innych krajów, narażają się na robactwo, choroby, brud. Zostawiają swoje rodziny, wszystko oddają dla Boga. Więc w moich oczach oni byli na samej górze listy. Potem pod nimi byli pastorzy, nauczyciele szkoły sobotniej, nauczyciele dzieci, babcie dzieci itd. To był błąd. My podświadomie dzielimy ludzi na kategorie. To jest bardzo złe. Jeśli Bóg cię powołał do czegoś, to rób to z całego serca, a On będzie ci błogosławił. On cię pokieruje i pobłogosławi tak, że wszystko, co będziesz robił będzie najbardziej wartościowe jak się da. Czy rozumiecie, czym jest służba? Np. uśmiech; uśmiechniesz się i to będzie dla kogoś bardzo ważne. Miłość. Niektórzy mają dar w misjonowaniu, niektórzy w głoszeniu kazań. Priorytety. Bycie babcią dla innych dzieci to też służba. Inny sposób, w jaki Bóg nas dźwiga to mówi nam, skąd przyszliśmy. Gdy jesteśmy w dołku, mówimy: Boże, co ja teraz zrobię? Boże, gdzie jesteś? Czasami czujemy się tak daleko od Boga, jakbyśmy byli ostatnią osobą na Jego liście. Ja tak źle się czułem przez to, co mnie spotkało. Wszystko mnie przerosło, ciągle coś się nie udawało, upadałem. Przez cały dzień prosiłem Boga, aby mi przebaczył. Czytałem o Rebece i Jakubie i wtedy znowu się dobrze poczułem. Czułem, że mam przebaczenie, lecz następnego dnia wszystko się powtarzało. Szatan pytał mnie, czy ty naprawdę jesteś z Bogiem? Mówisz, że On jest najważniejszą osobą w twoim życiu, że cię najbardziej kocha. Bóg cię nie chce wysłuchać, bo obrażasz Jego łaskę. To jest kłamstwo. Tak długo, jak trzymamy się Bożej sprawiedliwości, nic nas nie oddzieli od Boga. Dlaczego Bóg dopuśza, abyśmy ciągle przechodzili przez ciężkie doświadczenia? Pierwsze, aby uświadomić nam, że jesteśmy nikim bez Boga. Po drugie, by pomóc innym, którzy przechodzą przez to samo, by zachęcać ich do walki. To jest dla naszego dobra. To jest chwała. Zawsze trzeba mieć wielkie marzenia. Jak wielki jest nasz Bóg! Czasami próbujemy zaszufladkować Boga i mówimy: Ta obietnica jest za wielka dla Boga, a ta trochę za mała, bo On jest zbyt zajęty. Ludzie chcą wsadzić Boga w takie pudełko. Jakie duże jest twoje pudełko, do którego wsadziłeś Boga? Ty sam musisz Go stamtąd wyciągnąć. Modlę się, abyś zobaczył wielkiego Boga, takiego jak mój, bo mój Bóg jest wielkim Bogiem. Jak wielkie są twoje marzenia - pytam studentów w szkołach - czy widzą, jak fantastyczny jest niepodpisany czek. Możesz tam wpisać sumę dokładnie taką jaką chcesz. Pytam dzieci; ile chcesz wpisać tam pieniędzy? Milion dolarów? Ktoś inny mówi: ja chciałbym pięćset pięćdziesiąt bilionów dolarów. Ktoś inny mówi nieskończoność. Nieskończoność? Jesteście gotowi na zakupy? Nieskończoność to jest dziewięćset dziewięćdziesiąt gazylionów gazylionów w każdej mikrosekundzie. Wiem, to jest „ooooooo”. Ale co byś z tym zrobił, gdybyś dostał tyle pieniędzy? Najpierw byś dziesięć razy zmarł na zawał serca, potem kupiłbyś dziesięć tysięcy samochodów lamborghini i wszystkie rzeczy, jakie byś tylko chciał i wtedy mógłbyś powiedzieć, że wszystkie twoje marzenia się spełniły i były wypełnione pieniędzmi. Nie każdy dostanie dziewięćset dziewięćdziesiąt gazylionów dolarów na mikrosekundę, ale kiedy wygrasz taki czek, to daj mi znać. Ja będę twoim księgowym do końca życia. Koniec biznesu. Kto chce usłyszeć żart? Ktoś chce mi podać rękę? Ja mam doktorat tam z tyłu, więc czy ktoś chce mi podać rękę? Żartuję. Bóg daje nam niewypisany czek każdego dnia, możesz spełnić wszystkie marzenia i plany, bo cokolwiek pomyślisz, Bóg i tak ma coś większego dla ciebie. Wiecie, zawsze miałem z tym problem, że nigdy nie będę miał żony, nie będę mógł trzymać ją za rękę, nigdy nie będę miał rodziny ani czułości. Codziennie proszę o to, aby mieć żonę. To jest moje pragnienie. Ale największym pragnieniem mojego życia jest żyć z Chrystusem uświęconym życiem każdego dnia. Jesteśmy ludźmi, upadamy, ale się go trzymajmy. Drugie moje największe marzenie to znaleźć żonę, mieć ją i wiedzieć, że jest tylko moja. W dzień walentynek, przez ostatnie siedem lat czternastego lutego wpadałem w depresję. Wszystkie piękne dziewczyny dostawały róże i wszyscy piękni chłopcy też dostawali róże, a ja nigdy nie otrzymałem takiej róży i byłem w szoku, ponieważ jestem bardzo, bardzo przystojny a nigdy nie dostałem róży. Modliłem się któregoś dnia, „Boże, spraw, aby mi ktoś przysłał taką róże, żeby pierwsza walentynkowa róża została podarowana mi przez moją pierwszą miłość. Ja wciąż jeszcze czekam na tą różę i wierzę, że to się stanie, ale to, co już mam, to prawdziwa miłość. Modlę się, aby Bóg otworzył wasze oczy i serca abyście mogli widzieć, że Bóg jest z wami w każdym momencie. Kiedy wstajecie rano, myjecie zęby, kiedy omijacie ludzi na drodze, On stoi i czeka, aby rozmawiać z tobą, karmić cię i dać ci więcej. To jest codzienna podróż z Jezusem. Często jesteśmy za bardzo zajęci, a wiecie, co to jest być zbyt zajętym? Jeżeli jesteście zajęci dla Boga to znaczy, że jesteście pod jarzmem szatana. Pamiętajcie o tym, to jest ważne. Nigdy nie bądź aż tak zajętym, aby nie móc być użytym przez Boga. Modlę się o to, abyście zobaczyli Jego przepiękną twarz i przepiękny uśmiech, jak wyciąga do was rękę, delikatnie trzyma różę i pyta, czy będziesz moją pierwszą miłością? Czy będziesz mi ufał, kiedy wszystkiego nie rozumiesz? Kiedy potrzebujesz pociechy, kiedy czujesz się samotny, Bóg chce, abyś cały ten dzień walentynek spędził z nim i jest zazdrosny o każdy pojedynczy dzień. Miej czas dla Boga. On cię tak bardzo kocha, że szaleje za tobą, że posłał Syna, by umarł na krzyżu za ciebie i za mnie.

Porozmawiajmy o krzyżu zanim zakończę. Przemawiałem kiedyś na młodzieżowym spotkaniu namiotowym w Torba. To było wspaniałe, chwała Bogu, ludzie byli poruszeni. Gdy zakończyłem swoją mowę, podszedł do mnie pewien wspaniały człowiek o imieniu Rasel i powiedział: mam dla ciebie myśl od Boga. Powiedziałem O.k. Nick, to, że nie masz nóg i rąk, to jest ciężar, to pali. Twój krzyż wydaje ci się za ciężki do dźwigania, ale pamiętaj, że masz patrzeć się na krzyż Chrystusa. Zobacz, Jego prawe ramię przybite jest do krzyża, ty nie masz prawego ramienia, które mogłoby być przybite do krzyża. Spójrz na jego lewe ramię, które jest przybite do krzyża, a ty nie masz lewego ramienia, które mogłoby być przybite do krzyża! Popatrz na Jego nogi, które są przybite do krzyża, a ty nie masz nóg, które mógłby ci ktoś przybić do krzyża. Tak, jak Bóg cię stworzył, ty nigdy nie możesz być przypięty do krzyża. Ty nie możesz być ograniczony przez krzyż, dlatego Chrystus poszedł na krzyż za ciebie, abyś ty mógł pójść w jego imieniu jak nikt inny przed tobą. Jakaż wspaniała służba, wasza misja jest tak samo ważna. Mogę mówić do milionów na całym świecie, ale ta jedna osoba, do której planujecie dotrzeć, jest niesamowicie ważna. Czasami chcecie widzieć wielkie nawrócenia a nie tylko początki. Musicie ufać Bogu, że rezultaty tego, co robicie będą widoczne dopiero w niebie, a my chcemy widzieć wszystko od razu. Popatrz na swoje życie jako półpełne i pół puste. Daj Bogu wszystko, co masz. Pozwól Mu działać a wtedy On zrobi z tobą najlepsze, co można. Tak więc chcę was pocieszyć dzisiaj Bożymi obietnicami. Dlaczego wstaliście dzisiaj, uśmiechacie się i macie nadzieję? Dlaczego możecie wyjść dzisiaj z tego budynku z nadzieją i pokojem w sercu? Dlaczego? … Jeszcze raz powiem, że nie ma czegoś takiego jak szczęście, szansa, dobry los, albo że jesteście osamotnieni w pokonywaniu przeszkód. Bóg ma plan, dobry plan, dlatego jesteście tutaj i jesteście na tym świecie i dlatego przeżywacie, co przeżywacie. Bo Bóg ma we wszystkim swój plan, ma dobry plan i dobry cel. Zaufacie Mu? Oddacie mu swoje życie jeszcze raz? Jeśli mu jeszcze nie oddaliście życia, to Bóg wzywa was dzisiaj. Bóg wzywał was przez długi czas. Muszę wam powiedzieć, że nie ma nic, co by mogło was zatrzymać, żebyście mogli być dzisiaj bliżej Boga. Dziś bez względu na to, jaki związek masz z Chrystusem, On chce więcej ciebie. On chce mieć was jeszcze więcej. On wie, że wy głęboko w waszym sercu potrzebujecie Go jeszcze więcej. Jeśli jesteście złamani, pomyślcie o poświęceniu, o ofierze, którą Bóg dał dla was i dla mnie To w ogóle nie da się porównać z tym, co my przechodzimy w naszym życiu. Miejmy świadomość, że bez Boga jesteśmy w swoim życiu nikim. Gdybym w swoim życiu nie miał Chrystusa, to dzisiaj niebyło by mnie tutaj. Zapewniam was z całego serca, że dawno skończyłbym ze swoim życiem. Z czym się borykasz w swoim życiu dzisiaj? Na co czekasz? Czy czekasz, aby Bóg objawił ci coś dzisiaj? Co chcesz, aby Bóg objawił ci więcej? Przecież On dał ci swojego syna, który umarł na krzyżu. O co więcej możemy go prosić? Nie ma lepszego prezentu. Duch Święty chce mieszkać was. Proszę, jeżeli Jezus was woła, nie dajcie się zwieść szatanowi. Gdy ten będzie chciał was zniechęcić, nie bójcie się. Opowiem wam historię; pewien człowiek wrócił z pracy i zobaczył, że jego dom palił się i był pełen dymu. Wiedział też, że na górze jest jego dziecko, nie może stamtąd wyjść i może tylko wyskoczyć z okna, ponieważ to jedyna droga. Wołał więc: „synu, skocz przez okno!”. Dziecko powiedziało: „nie mogę, bo ja cię nie widzę!”. Ojciec odpowiedział: „nie bój się, jestem tutaj i złapię cię!”. Miejcie tę odrobinę wiary! Bóg, twój Ojciec w niebie mówi: „Ja cię złapię!”. Proszę, Bóg chce mieć cię dzisiaj! Nie jutro, nie za dziesięć lat, nie jak ukończysz szkołę, nie jak się ożenisz i będziesz miał dzieci, nie jak będziesz miał dobrą pracę, nie jak osiwiejesz. Bóg chce mieć cię teraz!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Gdy wszystko w naszym życiu układa się, gdy wydaje nam się, że nic się nigdy nie zmieni (aż zaczyna nas to nudzić) z zadziwieniem, obojętnością, albo chwilowym zainteresowaniem słuchamy opowieści z życia innych. Modlimy się o ludzi, o ich problemy, nie do końca zdając sobie sprawę, co tak naprawdę przeżywają. Nasze życie płynie w usystematyzowany sposób, jesteśmy zdrowi, a nam się wydaje, że tak musi być zawsze. Tak też było ze mną.
Zaczęło się w 1999 roku. Praktycznie wszystko zmieniło się z dnia na dzień. Rozchorowałam się. Na początku myślałam, że jest to jakieś głupstwo, że wystarczy jedna wizyta u lekarza i wszystko wróci do normy. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak długa droga przede mną i ile będę musiała znieść. Nie skończyło się ani na jednej wizycie, ani na jednym lekarzu. W sumie zaliczyłam ich ośmiu, kilka wizyt w szpitalu, zabieg, aby na samym końcu od każdego z nich usłyszeć, że medycyna zaoferowała mi już wszystko i może spróbowałabym niekonwencjonalnych metod leczenia. W mojej głowie panował taki zamęt, że sama ledwo sobie radziłam. Tylko Bóg, mój mąż i ja wiedzieliśmy, ile nocy nie przespałam chodząc po domu złamana bólem fizycznym. Tak wiele razy budziłam Darka prosząc go o modlitwę i tak wiele godzin nocnych sama spędzałam na modlitwie szukając przyczyn choroby, złoszcząc się na siebie, Boga, czując swoją bezradność i zupełną niemoc. Jedyne co mogłam zrobić, to wylewać łzy przed Panem w mojej wielkiej beznadziei, a gdy wreszcie na chwilę przysypiałam, chciałam się już nigdy nie obudzić. Byłam tak wpatrzona w swój problem, tak bardzo chciałam go rozwiązać, że nawet nie zauważyłam, gdy Bóg już wówczas dawał mi wskazówki, jak rozpocząć walkę o siebie samą. Pewnej nocy zadawałam Bogu to samo pytanie, jak poradzić sobie z problemem i wtedy dostałam słowo Księga Ezechiela 35;1-3. Tylko że wówczas wydawało mi się to zbyt proste. W między czasie szukałam pomocy wśród ludzi. Sądziłam, że gdy przyjedzie „szczególny” człowiek do kościoła z obdarowaniem w uzdrawianiu i pomodli się o mnie, to wydarzy się cud. Więc wychodziłam podczas każdej modlitwy o uzdrowienie, ale zawsze na próżno. Mój stan zdrowia pogarszał się z każdym miesiącem.
Dotarłam do miejsca, w którym już nic nie mogłam zrobić. Wszystko zawiodło. Postanowiłam, że zrezygnuję z wizyt u ostatniego lekarza. MIAŁAM DOŚĆ. Byłam tak zmęczona i wyczerpana, że powiedziałam Bogu: Panie Boże, 20 lat temu oddałam Ci moje życie. Masz do niego prawo. Wtedy po 5 latach walki o uzdrowienie dotarło do mnie, że On nad wszystkim panuje w realny, namacalny sposób i bez względu na to, co się stanie, będzie to słuszne. Coś się zmieniło w mojej głowie i w sercu. Było to nadludzkie. Każdy kolejny dzień widziałam jako otwartą furtkę do zmian. Myślałam; jeszcze nie dziś, ale na pewno jutro będzie tym dniem, w którym coś się zmieni. Postanowiłam, że będę wychodzić do modlitwy o uzdrowienie nie oczekując, że Bóg uzdrawia przez szczególnych ludzi i sama będę modlić się o chorych, bo mogę choć w części rozumieć ich cierpienie.
Po roku, w którym nic fizycznie się nie zmieniło, poszłam do lekarza tylko po to, aby zrobić badania. Wyniki były bardzo złe. Widziałam twarz laborantki i lekarza, który zdołał tylko powiedzieć: Musimy to jakoś zaleczyć. Okazało się, że w moim wnętrzu zaczął się rozwijać stan przedrakowy.
Bóg jednak w swej wielkiej miłości rozpoczął we mnie proces uzdrowienia. Nie tyko fizyczny, ale i duchowy. Pan Jezus nie zrezygnował ze mnie, nie powiedział; „jesteś tępa, bo niczego nie chcesz się nauczyć”, ale dał mi kolejną szansę. Zaczął pokazywać mi drogę rozwiązania. W lipcu 2005 roku miałam sen, a pod koniec miesiąca wizję. Były to dla mnie wskazówki, które pokazywały mi wyjście z labiryntu. Kluczem do mojej wolności było dziękczynienie i uwielbienie. Zaczęłam robić to, czego Pan Jezus ode mnie oczekiwał; uwielbiałam Go i dziękowałam nie za to, co może mi dać, ale mimo to. Uświadamiałam sobie i przyjmowałam do wiadomości, że plan Boży co do mojego życia może być inny, niż są moje oczekiwania. Godziłam się z tym, a w moim sercu rosła wdzięczność i miłość do mojego Pana. Czułam się bezpiecznie, a mój stan zdrowia nieoczekiwanie z każdym dniem się poprawiał. Gdy kolejny raz zrobiłam badania okazało się, że po chorobie zostało tylko niemiłe wspomnienie. Jednego tylko żałuję; że byłam tak nieugięta, że Pan Jezus musiał mnie uczyć przez 6 lat.
Zdaję sobie sprawę, że tych kilka niezdarnie napisanych słów nie jest w stanie oddać do końca tego, co przeżywałam w tamtym czasie z Bogiem i wiem, że jest najlepiej wtedy, gdy każdy z nas ma swoje własne świadectwa, którymi może zaświadczać o swoim Bogu. Dzięki temu co przeżyłam, nie dam sobie nigdy wmówić, że Bóg nie uzdrawia. Do końca mojego życia chcę Panu oddawać chwałę za to, co czyni, że nie rezygnował ze mnie i nigdy nie mogę zrobić czegokolwiek, co oddzieliło by mnie od Jego miłości. Niech to świadectwo będzie dziękczynieniem i uwielbieniem dla mojego żywego Boga i zachętą dla tych, którzy będą je czytać. Jezus żyje i jest ciągle taki sam dla każdego.
Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej szczegółów dotyczących tego świadectwa lub przejrzeć moją dokumentację medyczną - służę; ewok@o2.pl.

Marzanna Jędrzejczak

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------